Będzie bardzo słodko, a to za sprawą pewnego dnia, który ostatnio obchodzono na świecie. O czym mowa? Oczywiście o czekoladzie.
Czekolada – słodki przysmak, który zdobył serca milionów ludzi na całym świecie. Jego niepowtarzalny smak i aromat towarzyszą nam przez wieki, a każdy kęs pozwala nam choć na chwilę poczuć niebiańską przyjemność. Światowy Dzień Czekolady, obchodzony 7 lipca na świecie (12 kwietnia w Polsce), to wyjątkowa okazja, by celebrować historię tego magicznego produktu. W dniu tym warto przyjrzeć się również powstaniu jednej z najbardziej znanych polskich fabryk – Wedla, która odegrała kluczową rolę w kształtowaniu tradycji czekoladowej w Polsce i na świecie.
Historia czekolady sięga daleko w przeszłość, a pierwotnie nie miała ona takiej postaci, jaką znamy obecnie. Czekoladę jako napój odkryli i rozpowszechnili Majowie i Aztekowie w starożytnych Mezoamerykańskich kulturach. Ziarna kakaowca były uznawane za cenne, wręcz boskie, i używano ich nie tylko do przygotowania napoju, ale również jako forma waluty. Jednak dopiero po przybyciu Kolumba do Ameryki, kakao zostało zaniesione do Europy, gdzie w XVI wieku zaczęło zdobywać popularność wśród szlachty.
Od tamtego momentu historia czekolady zaczęła nabierać tempa. W XVIII wieku, za sprawą udoskonalenia procesu produkcji, czekolada stała się bardziej dostępna dla szerokich mas społeczeństwa, a lata 1824-1828 odegrały kluczową rolę w przyszłości tego deseru.
W roku 1824, Samuel German-Emil Hachez założył w Niemczech pierwszą fabrykę czekolady, wprowadzając innowacje technologiczne, które przyspieszyły produkcję i poprawiły jakość tego słodkiego wyrobu. Czekolada stawała się coraz bardziej popularna na całym świecie, a Polacy nie pozostawali w tyle.
Historia Fabryki Czekolady Wedla sięga roku 1851, kiedy Karol Wedel – młody przedsiębiorca o korzeniach holenderskich – otworzył w Warszawie mały sklepik z wyrobami cukierniczymi. Wkrótce zrozumiał, że to czekolada wciągnęła go najbardziej i postanowił poświęcić się jej produkcji. Jego pasja, umiejętności i dbałość o jakość szybko zaowocowały sukcesem. W 1861 roku założył fabrykę czekolady Wedla, która stała się symbolem tego pysznego deseru w Polsce.
Przez kolejne lata, Wedel rozwijał swoje umiejętności i eksperymentował z różnymi smakami i kombinacjami. Ich czekolada szybko zdobyła uznanie i sympatię konsumentów nie tylko w kraju, ale również za granicą. W ciągu wieku stała się nieodłącznym elementem polskiej tradycji kulinarno-kulturalnej.
W czasach trudnych, takich jak okresy wojen i okupacji, fabryka Wedla stawała się oazą, która przynosiła ukojenie i radość mieszkańcom Warszawy. Po przejściu przez wiele trudności, fabryka rozkwitała, a rodzina Wedlów dbała o zachowanie najwyższej jakości swoich wyrobów.
Dzięki ciężkiej pracy, pasji i oddaniu, fabryka czekolady Wedla stała się nie tylko wizytówką Polski, ale również marką rozpoznawalną na całym świecie. Ich produkty zdobywały liczne nagrody na międzynarodowych targach i wystawach, potwierdzając najwyższą jakość i smak.
Wszystko to zaowocowało międzynarodową popularnością i uznaniem dla tej polskiej marki, która do dziś pozostaje synonimem doskonałej jakości i niepowtarzalnego smaku.
Obchody Światowego Dnia Czekolady są doskonałą okazją do zapoznania się z historią tego słodkiego specjału i docenienia znaczenia, jakie ma ona w kulturze i tradycji różnych narodów. Fabryka czekolady Wedla jest przykładem polskiej przedsiębiorczości i pasji, które przekształciły się w jedną z najbardziej uwielbianych marek czekoladowych na świecie. Niech Światowy Dzień Czekolady będzie okazją do cieszenia się smakiem ulubionej czekolady i podziękowania za ten niesamowity przysmak, który wzbogaca nasze życie od wieków.
Na więcej zaprasza Jarek „Pogwarek” Zajączkowski.
Kategoria: Zaraź się kulturą!
„Pogwarki Jarka”. Plany
Planowanie. No właśnie – czy warto coś zaplanować z dużym wyprzedzeniem? Niektórzy tak lubią. Inni z kolei wolą nie planować, bo twierdzą, że rzeczywistość i tak to weryfikuje i wychodzi jak zwykle nie tak, jak chcieliśmy. A co na to Jarek „Pogwarek” Zajączkowski?
„Pogwarki Jarka”. Wakacje bez rodziców
W życiu rodziców musi przyjść taki moment, gdy podczas planowania wakacyjnego wyjazdu usłyszą od swoich pociech: „Nie jadę z wami. Wolę jechać ze swoją paczką”. Co wtedy? Doradza Jarek „Pogwarek” Zajączkowski.
<?php echo do_shortcode(’’); ?>
„Pogwarki Jarka”. Wakacje
No i znowu mamy wakacje. Pora planować urlop. Niestety często bywa tak, że jak już na ten urlop wyjedziemy, to pogoda robi nam psikusa i się psuje. I właśnie o tym będzie w kolejnym odcinku „Pogwarek Jarka”. Zaprasza Jarek „Pogwarek” Zajączkowski.
„Pogwarki Jarka”. Technologia
Współczesne rozwiązania technologiczne ułatwiają nam życie. Bez względu na to gdzie się znajdujemy, możemy sterować naszym domem. Wystarczy mieć odpowiednio zasobny portfel. O korzyściach płynących z nowoczesnych technologii opowie Jarek „Pogwarek” Zajączkowski.
„Pogwarki Jarka”. Homoautomatikus
Trzeba przyznać Jarkowi rację. Mamy takie czasy gdy każdy chce żyć jak najwygodniej, wkładając coraz mniej wysiłku w wykonywanie codziennych czynności. O automatyzacji naszego życia opowie Jarek „Pogwarek” Zajączkowski.
„Gawędy Świętokrzyskie”. Cudzy pozytek
Autor Lech Łysak
Jak chodziłem do skoły to matka urozmaicała mi dziń powsedni nauki zamianom posanio krów i gesi, a casami posaniem łowiec. Cesto i gesto matka nakazowała na wyganianie gadziny w inne miejsce nizeli się samemu umyślało. Nieros koledzy pognali krowy pod Skorzesce, a matka kozała wyganiać pod Poropki, cy Krojno. Tam samemu się pasło i nie beło skim grać w piełke, abo pogoniać się i kapke pocekolić się z zdżiełuchami.
Jednego razu matka sama uwiozała krowiny na łoce pod Skorzescami
i kozała mi przynieś powrozy z polami do chałupy. Ale jo chciołem być modrzejsy i nie zabrołem ze sobom tych powrozów.
– Poco mi dźwigać te pole i powrozy? – pomyślałem – przecie jutro trza będzie wygnać krowy i powiązać je, a potym iść do kościoła do Skorzeszyc.
Na drugi dziń matka ino zaceno świtać łobudzueła mnie i wygnała z chałupy po te pole, a potym miołem uwiązać krowy na ugorze pod Poropkami. Z jedny łoki do drugi jest prawie śtery kilometry. Smutno mi beło z tego powodu i rot nierot musiałem usłuchać matki i posedem po te powrozy.
Majowy poranek beł ładny: przymrozek chycieł i słońce jaskrawo wschodziło, a mgła letko przypruseła. Ptosski ładnie ćwierkały i znosieły co mogły do swoich gniozdek. Jo markotny, ale radosny jak wschdzoce słońce sedem przez łoke. Za rzekom spostrzegem jakosik babe w zopasce i osik se septała. Naros zdjena z pleców te zopaske i niom głoskała zomrós na trowie.
Jo podsedem blizy nij tak żeby mnie nie spostrzegła i schowałem się za łolsynami.
– Zbierom cudzy pożytek ale nie wszystek – tak baba mrucała i zopaskom zbierała rose – zbierom cudzy pożytek, ale nie wszystek … (cały cos tupała bosemi nogami po trowie).
– A jo reśte, a jo reśte! – zaconem mrucyć se pod nosem i powrozami pogłoskołem trowe – a jo reśte.
Pretko umykołem pu chałupie i wlugem powrozy za sobom. W domu nie łopowiadołem nic nikomu co widziałem na łoce i co som zrobiełem.
Po uwiązaniu krów na łoce pod Poropkami przysedem do domu i umełem się, a potym posedem do kościoła we Skorzescach.
Na msy Ksioc probosc wrzescoł na ludzi ale łoco? To jo niewiem, bo zrobiło mi się jakosik tak słabo i ciemno w łocach (łomało co ze nie upodem na posocke kościoła). Obrazy pozminiały mi się i jakiesik cudoki lotały koło mnie i godały: „Ciak-ciarak-ciak” – Nie po nasemu to godanie beło to jo ich nic nie zrozumiłem. Pamietom ino ze ksioc powiedział:
– Ićta do domu ofiary skuńcone – wrzosnoł, pocym dodał – Wyszczegojta się złego i statych carownic.
Do domu sedem pomału, bo wiedziołem ze jak zapretko przyjde z kościoła to matka koze mi paś gesi, abo co insego robić. Po dotarciu do chałupy naroście zjodem śniadanie, i posedem po krowy, co uwiązane beły pod Poropkami. Jak przygnałem te krowiny i uwiozołem je w łoborze.
Po wyjściu z łobory spostrzegem, ze powrozy jakosik nabrzmiały i zgrubniały
– przytym zacerwinieły się.
– Łoloboga co to jes? – Z przestrachu wrzosnołem – co to się narobieło, ze te powrozy tak się zmineły? (pociognołem za powróz, a tu mleko siknęło z niego).
Popedziełem cympredzy do chałupy po wiaderko i podstawiełem je pod powrozy i zaconem doić. Sprawnie sło mi to dojenie, bo za zdrowaśke miołem jus pełne wiadro mleka i jescek kapało – to jo wzionm puste wiadra i gorcki i dalij dojełem.
Nadojełem śtery pełne wiadra takie łot studni itszy gorcki tłustego mleka. Matka dziwowała się skot to się wzieno tyla mleka. Na zajutrz zebrała matka pełne wiadro śmietony s tego mleka. Jo nigdy się nie przyznołem matce co zrobiełem, bo jakbym się przyznoł to dostołbym niezłe wciery.
Teros jus nima zodny carownicy na nasy wsi – wszystkie poumierały – bo wsedbym z niom w jakiesik kunsiachty i wydojełbym jako staro krowe, abo
i zdrowego, duzego byka!.
„Pogwarki Jarka”. Wakacje
Przed nami kolejne wakacje. Dzieci zacierają ręce, bo będą miały dwa miesiące wolnego od szkoły, a rodzice będą musieli im jakoś zorganizować czas. Jak sobie z tym poradzić, podpowie Jarek „Pogwarek” Zajączkowski.
„Pogwarki Jarka”. Telewizor
Mieszkańcy zwłaszcza małych miejscowości zapewne pamiętają jak 20 lat temu, gdy w telewizji leciał serial „Moda na sukces”, na ulicach robiło się pusto i zamierało życie. Tak bywało również za sprawą innych audycji. Dziś telewizja odgrywa mniejszą rolę w naszym życiu – mamy do dyspozycji mnóstwo rozrywek, niemniej jednak jeszcze wiele programów gromadzi ogromną publiczność. O roli telewizora w naszej codzienności opowie Jarek „Pogwarek” Zajączkowski.
„Gawędy Świętokrzyskie”. Modroś chłopsko
Autor: Lech Łysak
Dzieciska ciekały wedle ścion i bawieły sie w sody nad dziedzicem. Usłysały przy gospodzie jak chłopy rozprawiały łotym jak to baba wyportkowała z ziemi i majotku pana dziedzica, zalecoł sie do nij i łobiecowoł sowito zopłate za miełość. Bechory ustawieły se kaminie jako krzesła , a ławe jako stół sedziowski. Powoływali na świadków róźnych chłopoków i dziełuchy, chtórzy bardzo bronieli i ganieli dziedzica, a nawet zalotnice. Pon dziedzic łoboceł z zo wegła jak małe dzieci go sodzo i to bardzo go zainteresowało. Nojbardzij zainteresowoł go wydany przez chłopoka wyrok.
– Synku powiedz mi dlocego ty mnie tak sodzis? zapytoł dziedzic.
– Przeprosom panie dziedzicu, ale my ino tak sie bawimy w oskarzanie pana – powiedzioł z płacem dzieciok, chtóry beł za sedziego – jus wiecy nie bedziemy tak pana sodzić.
– Nie! – powiedzioł dziedzic – bowta sie tak dalij, bo mnie bardzo sie spodobała wasa zobawa i jo tys bym kcioł w nij ucestnicyć i ksyne z wama sie pobawić. Wieta dzieci casami bardzo brakóje mi tych downych bawitków tak jak wy ksyne sie pobawić.
– No to jak pon kces to my cie łosodzimy – powiedzioł insy chłopok – jo jezdem policyjantem i mom ciebie przyprowadzić do sodu..
Dzieci długi cos jescek sodzieły pana dziedzica, a w kuńcu sedzia wydoł wyrok.
– Prose wszyscy wstać, bo wydaje wyrok: Pon dziedzic łobiecowoł kochanicy po jedny skibie ziemi za kozde przyjście do nij w łodwiedziny. To w takim razie łoskarzycielka niech porachuje chyle razy beł u nij pon dziedzic. Potym niech złorze te skiby i zabierze se je do swojego domu, abo na swoje pole. Wyrok jest łostatecny i prawomocny. Pani mo se wzioś ziemie w ciogu tygodnia, bo potym to jus ziemia przepadnie. – zawyrokowoł sedzia i dodoł – Teros mozeta se usiość i potym rozejść sie do domu. Sprawa zakuńcono.
Dziedzic kupieł dlo dzieci pełno torbe róźnych cukierków i ciostek za takie zasodzenie, bo jus wiedzioł jak mo sie sodzić ze swojom kochanicom.
Mineło poroe lot, a ten chłopok co bawieł sie za sedziego na podwórzu – zacon głośno wrzescyć:
– Zieleni sie zieleni, zieleni sie zieleni – i tak porenoście razy wołoł.
Przejezdzoł ponownie pon dziedzic i z zainteresowaniem zacon pytać chłopoka co to znacy ze sie zieleni?.
Chłopok ze śmiechem mu łodpowiedzioł: – To sie zieleni gesie gówno na ziemi..
Dziedzica łobrazieła i bardzo zdenerwowała tako łodpowiedź i zacon dopytować ło rodzine wyrostka.
– Mos ty Łojca?- zapytoł dziedzic i dodoł – i co un robi?
– Mom panie łojca – z dumom łodpowiedzioł chłopok – a mój łociec grodzi zjedzony chleb.
– Jakto grodzi zjedzony chleb?
– No bo wszyscy nasi somsiedzi jezdzali przez nase pole i dlotego teros łojciec grodzi płot zeby nikt tamtedy nie jezdzoł.
– A synku mos ty mateke, a jak jo mos to co teros robi?.
– Tys mom matke, a teros una piece zjedzony chleb.
– Bardzo dziwne nojpierw zjedliśta chleb, a teros matka go piece?
– No tak panie, bo w przednówku my pozycali na wsi chleb łod ludzi, a teros po zniwach trza łoddać ludziom ten chleb..
– Synu powiedz mi jescek cy mos jakiegoś brata?
– A pewnie, ze mom ino un teroz posed w krzoki tam za rzeke i poluje. To co upoluje to nie przyniesie do domu, a cego nie upolóje to przywlece do domu.
– Nic z tego drogi synu nie rozumiem i dlotego bardzo cie prose zebyś mie to wszystko wytłomaceł.
– Panie cus w tym dziwnego, ze mój brat poluje na wsy i pchły – co upoluje to jus nie przyniesie, a co nieupolóje to przywlece do domu i bedzie go to dalij kosało za kołmierzem..
– W talim razie powiedz mi drogi chłoposku cy mos jescek jakom siostre?.
– Starso mom siostre, chtóro płace za takrocni śmiech.
– Dziwnemi zagadkami godos do mnie synku i wytłumacz mi ten płac ze śmiechu?
– Aleśty panie jesteś pierdoła i tak prostych rzecy nie rozumies. Siostra w zesłym roku sie gzieła po zobawach z róźnemi chłopami to rzała ze śmiechu, a teros płace i kołyse małe dzieciotko. Przytym mu tak śpiewo: AAAAA a tatusiów beło dwa, a jo jestem ino jedna..
Dziedzic podziekowoł chłopokowi za wytłomacenie wszystkich nieznanych mu rzecy i doł dziecku pore grosy na kupienie dlo siebie cukierków i jakich ciostek. Przecies to jest bardzo dobry pon i biednego zawdy wspumoze..
Mijały lata bardzo spokojnie we wsi a chłopok jus dorusł i sie łozenieł. Beł sceśliwym menzem i łojcem do momentu wkiedy sie spostrzeg, ze jego baba zacyno go zdrodzać z dziedzicem, bo tam robieła za słuzoco. Wtedy to chłop zacon na podwurzu dziedzica głośno narzekać, ze tak jest źle i tak jest tys źle. Zainteresowało to narzekanie paniom dziedzicke i z ciekawościom poprosieła chłopa zeby ten ij wytłomaceł co jest źle i tak tys źle?.
– No bo pani dziedzicko tak jest źle i tak tys jest źle!!!. – powiedzioł chłop, a po dłuzsym casie zacon godać niby to do siebie, niby to do dziedzicki – Jak spiere babe i niedom ij iść spać z dziedzicem to stracimy łoboje robote, a jak pozwole ij spać z dziedzicem to po jakiego ciorta jo jezdem potrzebny i cyje bedo te dzieciska moje, cy tys dziedzicowe. To tak jest źle i tak niedobrze.
– Aleśty chłopie jest wielgi pierdoła!, cym ty sie przejmójes? – powiedziała dziedzcka – jak uny nos zdrodzajo to my ich tys mozemy pozdrodzać i choć zemnom pod pierzyne.
Pośli razem i widać im beło dobrze ze sobom, bo w domu chłopa łodrazu sie poprawieło – dzieci miały lepse ubrania i wszyscy mieli lepse jodło, a nawet łodłozeli sporo piniedzy na gorse casy. Chłop z radościom zacon na dziedzińcu wołać: Tak jest dobrze i tak tys jest bardzo dobrze!. – wołoł tak bes cały dziń es zaciekawieła pana dziedzica wielgo radość chłopa- parobka. Z cegus to ten cham moze być taki zadowolniony i tak mu jest dobrze.. Wreście zawołoł do siebie tego parobka i zapytoł go ło jego powód radośći.
– No bo widzis pon tak jest dobrze i tak tys jest dobrze! – godoł parobek – tak jest dobrze i tak tys jes jescek lepij.
– Wytłomoc mi to co godos! – dopytowoł dziedzic – mów mi natentychmiost!.
– Panie tak jest dobrze, bo ty chodziś w kawalerke do moij baby i dajes ij piniodze no to jest dobrze, a jo chodze do pani dziedzicki i una tys mi zato płaci to tak tys jest dobrze, bo momy z mojom podwujno proco i podwujnio zopłate to jest bardzo dobrze.
– Chłopie solennie ci przyrzekom ze nie bede rusoł twoi baby i nie bede płacieł dodatkowo – to jest dobrze, a ty nie bedzies ciekoł do moij baby i una ci niebedzie płacieła to tys bedzie bardzo dobrze!!!.
Przewaleły sie lata wojenne przez ziemie świetokrzysko, a nas modry chłop zmusony beł do przeprowadzki do insy wsi.
Tam beł dziedzic, chtóry musioł mieć wszystko nolepse i nojdokładnij zrobione. Dlotego po wojnie zacon budowaś nowy dwur i sukoł fachowców takich bardzo dokładnych i bardzo utrzciwych w robocie. Nojpierw stawioł stodołe i sprowdzoł fachowców.
Chturegosik dnia przechodzieł nas znajomy wedle budowy i zacon wrzescyć na robotników, ze krzywo stawiajo krokwy es ło picny włos. Jak usłysoł to pon dziedzic to łodrazu go zatrudnieł do roboty jako kierownika budowy dworu – skoro na stodole zoboceł krzywizne ło picny włos. Według mniemanio dziedzica to jest prowdziwy fachowiec i prowdziwie sie zno na robocie. Jemu zaś grupa budowlańców duza zapłacieła piniedzy za niby dorodzanie przy robocie – chocios na budowie prawie sie nieznoł.
Zawdy trza wiedzić gdzie i co nolezy godać aby wyciognoć z tego jak nojwiekso korzyść.