Program Ministerstwa Zdrowia propagujący odbudowę zdrowia Polaków „Profilaktyka 40 Plus” zostaje przedłużony. Nowa odsłona programu, która wejdzie w życie w lipcu przewiduje wsparcie dla gabinetów POZ, które będą wspierać diagnostykę swoich pacjentów. Po wakacjach ministerstwo planuje rozlosować nagrody wśród osób, które się przebadają.
Program „Profilaktyka 40 Plus” ruszył 1 lipca 2021 r. Jest odpowiedzią na zaniedbania w zakresie zdrowia znaczącej części polskiego społeczeństwa. Te zaniedbania uwidoczniły się ze szczególną mocą w czasie ponad dwóch lat epidemii w Polsce. Jak pokazały analizy Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny oraz Departamentu Analiz i Strategii Ministerstwa Zdrowia, przebieg epidemii, ciężkość diagnozowanych przypadków zakażeń, czy liczba zgonów, zależały m.in. od tego w jakim stanie zdrowia znajdowały się poszczególne społeczeństwa. Program skierowany jest do osób, które przekroczyły 40 lat. Żeby wziąć udział w programie i wykonać szereg badań, diagnozujących stan swojego zdrowia trzeba wypełnić internetową ankietę, która zawiera pytania o to jak żyjemy i jaki mamy obraz siebie. Po wypełnieniu ankiety, system informatyczny z automatu wystawia e-skierowanie na badania. Dotychczas ankiety wypełniło 1,1 mln osób, spośród których prawie 600 tys. wykonało już badania. Ministerstwo Zdrowia zdecydowało się przedłużyć o pół roku program, który przewidziany był do końca czerwca.
– Cieszę się z tych 600 tys. osób, które dzięki naszemu programowi mogły poznać stan swojego zdrowia, ale to nadal jest zbyt mało. Minimum tego czego oczekujemy po „Profilaktyce 40 Plus” to 2 mln badań. Jako społeczeństwo musimy nabrać przekonania, że rutynowa diagnostyka jest podstawą naszego życia – życia w zdrowiu. Musimy zacząć o siebie dbać, żeby kolejne epidemie nas już tak nie dotykały jak COVID-19 – podsumowuje minister zdrowia dr Adam Niedzielski.
W związku z faktem, że na 100 tys. osób, które wzięły udział w ankiecie podsumowującej i oceniającej program „Profilaktyka 40 Plus” aż ponad 26 proc. wskazała na potrzebę szerszej informacji oraz zachęty do udziału w programie ze strony lekarzy, ministerstwo zdrowia zdecydowało o większym zaangażowaniu Podstawowej Opieki Zdrowotnej. Od 1 lipca przychodnie, które pomogą pacjentowi w wypełnieniu ankiety i pokierują pacjenta na badania, otrzymają specjalną premię finansową.
– Wypracowujemy obecnie finalną formułę tej premii, tak by z jednej strony dać gratyfikację za to, że personel POZ pomoże – szczególnie osobom starszym – wypełnić ankietę, ale chcemy przede wszystkim docenić podmioty medyczne za to, że ich pacjent przejdzie badania „Profilaktyki 40 Plus” – mówi Filip Nowak, prezes NFZ.
Zachętą do wypełnienia ankiety i odbycia badań dla samych pacjentów będzie swego rodzaju loteria, która ma ruszyć zaraz po wakacjach. Wśród osób, które wezmą udział w programie „Profilaktyka 40 Plus”, Ministerstwo Zdrowia rozlosuje nagrody, którymi będą karty sportowe z dostępem do obiektów sportowych w całym kraju. Wkrótce zostanie ogłoszone postępowanie na operatora programu nagród.
Kategoria: Zdrowie
Żory: Bezpłatne badania zwyrodnienia siatkówki związanego z wiekiem (AMD) oraz ocznych powikłań cukrzycy
Na zlecenie Urzędu Miasta Żory badania przeprowadzało będzie Śląskie Centrum Leczenia Oczu Sp. z o.o. z siedzibą przy ul. Okrężnej 11 w Żorach. Z darmowych badań mogą skorzystać osoby, które mieszkają na stałe lub czasowo w Żorach oraz:
Czy spędzanie czasu na dworze hamuje występowanie krótkowzroczności?
Od dawna wiadomo, że spędzanie czasu na zewnątrz ma ogromny wpływ na zapobieganie krótkowzroczności u dzieci, prawdopodobnie poprzez stymulacje wydzielania dopaminy. Wyższe natężenie światła ma wpływ na zapobieganie krótkowzroczności, co wynika z badań przeprowadzonych na zwierzętach i na ludziach. Ekspozycja na światło słoneczne przez 40 minut dziennie zmniejsza wzrost długości gałki ocznej. Udowodniono też, że ekspozycja na sztuczne światło o wyższym natężeniu może obniżyć wzrost krótkowzroczności. W Chinach przeprowadzono badanie, które polegało na zwiększeniu natężenia oświetlenia w klasach z 100 do 500 luxów. Przebadano 317 dzieci, na początku oraz po roku zwiększonego natężenia światła. W wyniku tego działania udało się zredukować ryzyko krótkowzroczności o 6%.
Podsumowując, istnieją znaczące dowody na to, że ekspozycja na światło słoneczne może zmniejszyć ryzyko krótkowzroczności.
Podczas innych badań przeprowadzonych w Centrum Okulistyki i Nauki o Wzroku w Perth w Australii, sprawdzono jakie czynniki spędzania czasu na zewnątrz chronią przed krótkowzrocznością.
Porównano 8 czynników spędzania czasu na świeżym powietrzu i ich wpływ na ochronę przed krótkowzrocznością. Były to: większe natężenie światła, redukcja rozmyć peryferyjnych, zwiększenie poziomu przyjmowanej witaminy D, różnice spektrum chromatycznego światła, wyższa aktywność fizyczna, regulacja rytmu dobowego, mniejsza ilość pracy z bliska oraz wyższa częstotliwość przestrzenna obiektów widzianych na zewnątrz.
Większa ilość przyjmowanej witaminy D, aktywność fizyczna oraz mniejsza ilość pracy z bliska są czynnikami, które hamują wzrost krótkowzroczności. Nie ma wystarczających dowodów aby wykazać, że podobny wpływ ma regulacja rytmu dobowego, szerokie spektrum chromatyczne światła i częstotliwość przestrzenna widzianych przedmiotów. Spędzanie czasu na zewnątrz może zapobiegać wzrostowi krótkowzroczności za pomocą kilku z w/w elementów jednocześnie.
Jednak zainteresowanie wzbudza też wpływ okresu dojrzewania na zwiększanie się wad refrakcji. Naukowcy z Szanghajskiego Centrum Zapobiegania i Leczenia Chorób Oczu sprawdzili, czy dojrzewanie może zmieniać wpływ czasu na zewnątrz na rozwój wad refrakcji. Porównano etap okresu dojrzewania i ilość czasu spędzanego na świeżym powietrzu ze zmianami wad refrakcji i długości osiowej gałki ocznej. Badania przeprowadzono u 776 osób w wieku 7-13 lat. Na początku za pomocą ankiety spytano uczestników czy wystąpiła u nich już pierwsza menstruacja lub nieświadoma ejakulacja. Zebrano też informacje, ile czasu dziennie dzieci spędzały na zewnątrz oraz czy ich rodzice mieli krótkowzroczność. Dzieci i młodzież były badane raz w roku w latach 2015-2017. Badano wielkość refrakcji po cykloplegii, długość osiową gałki ocznej oraz poziom hormonów płciowych: estradiolu i testosteronu. Wykazano, że czas na zewnątrz był istotnie ujemnie skorelowany ze zmianami długości osiowej oraz dodatnio skorelowany ze zmianami ekwiwalentu sferycznego (wszystkie p<0,05). Dodatkowa godzina czasu spędzanego na zewnątrz powodowała zmniejszenie wzrostu długości osiowej u dzieci przed okresem dojrzewania o 0,133 mm, w początkowej fazie okresu dojrzewania o 0,067 mm, zaś u tych w końcowej fazie jedynie o 0.039 mm. Zaś zmiana ekwiwalentu sferycznego wynosiła 0,237 D u dzieci przed okresem dojrzewania, 0,098 D na początku oraz −0,005 D w późnym okresie dojrzewania na każdą dodatkową godzinę czasu na zewnątrz. Oznacza to, że ilość czasu spędzonego na zewnątrz ma znaczący wpływ na hamowanie wzrostu krótkowzroczności u dzieci, u których okres dojrzewania jeszcze się nie rozpoczął lub jest we wczesnym etapie. U dzieci przed okresem dojrzewania, które mało czasu spędzały na zewnątrz zmiany długości osiowej były większe. Zaś u dzieci w okresie pokwitania czas na zewnątrz miał mniejszy wpływ na wzrost krótkowzroczności.
Wcześniejsze badania porównujące etap dojrzewania i wzrost wady refrakcji dawały sprzeczne wyniki. Prawdopodobnie jest to związane z tym, że nie brano pod uwagę czynników zewnętrznych, takich jak np. czas spędzany na zewnątrz.
Podsumowując, czas na świeżym powietrzu jest kluczowy w zapobieganiu krótkowzroczności szczególnie u dzieci przed lub we wczesnym etapie okresu dojrzewania. Należy zwrócić uwagę aby dzieci szczególnie w wieku 8-12 lat spędzały dużo czasu na zewnątrz.
Oczy pełne blasku i słońca – pielęgnacja okolic oczu latem
Najcieńsza skóra występuje wokół oczu. Pielęgnacja tej okolicy wymaga stosowania zupełnie innych kosmetyków niż na pozostałych częściach twarzy. A co się dzieje z naszymi oczami latem? Gdy razi nas słońce, mrużymy je, marszcząc skórę wokół i tę na czole. Łzy wysychające pod okiem działają drażniąco, ze względu na zawartą w nich sól. To wszystko prowadzi do wysuszenia cienkiej, delikatnej skórki oraz pogłębienia zmarszczek mimicznych, czyli tzw. kurzych łapek. Nie czekaj i już dziś zatroszcz się o tę część twarzy.
Prof. Krawczyński: terapie genetyczne i komórkowe zaczynają pomagać w ratowaniu wzroku pacjentów
Naukowcy starają się wykorzystać terapie genowe, komórki macierzyste i hodowle tkankowe do ratowania wzroku w ciężkich chorobach oczu. Pierwsze terapie są już dostępne, ale na razie pomagają w nielicznych schorzeniach – mówi PAP prof. Maciej Krawczyński z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.
Prof. dr hab. Maciej Krawczyński jest kierownikiem Pracowni Poradnictwa Genetycznego w Chorobach Narządu Wzroku na Uniwersytecie Medycznym im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, gdzie naukowcy prowadzą pionierskie terapie. Prof. Krawczyński specjalizuje się w genetyce chorób oczu i ich molekularnej diagnostyce.
Polska Agencja Prasowa: Niedawno naukowcy z University of Utah donieśli, że po 5 godzinach od śmierci dawców, w pobranych od nich siatkówkach ożywili neurony. To brzmi wręcz sensacyjnie. Inny zespół poinformował właśnie o stworzeniu dokładnej mapy jednej z warstw komórek siatkówki (RPE). W jakim stopniu takie dokonania mogą przełożyć się na leczenie?
Prof. Maciej Krawczyński: Te najświeższe doniesienia są niedużym elementem całości, który wpisuje się w pewien zamysł badawczy. Różne grupy na świecie zajmują się chorobami dystroficznymi i zwyrodnieniami siatkówki i stosują przy tym różnorodne podejścia. Badane są po pierwsze terapie genowe, po drugie komórkowe, a po trzecie ewentualne przeszczepy siatkówek od dawców.
PAP: Które z tych podejść znajduje się na najwyższym poziomie zaawansowania, jeśli chodzi o prowadzone prace?
M.K.: Najbardziej zaawansowane są terapie genowe. Na razie mają one za zadanie leczyć defekty w konkretnych genach, a nawet tylko pewne wybrane uszkodzenia konkretnych genów. Działanie jest więc zawężone do małej grupy potencjalnych pacjentów, a przy tym bardzo kosztowne. Zarejestrowana jest już pierwsza terapia genowa tego typu o nazwie Luxturna stosowana przy dziedzicznej dystrofii siatkówki. Obiecujące są także terapie komórkowe oparte na uzyskiwaniu tzw. indukowanych pluripotencjalnych komórek macierzystych. Co ważne, uzyskuje się je z własnych, dojrzałych komórek pacjenta, które udaje się odmłodzić i nadać im zdolność do odtwarzania różnych tkanek. Natomiast jeśli chodzi o przeszczepianie siatkówki od zmarłych dawców, mówimy dopiero o początkach tego typu badań. Udowodniono, że nawet pomimo upływu dosyć długiego czasu od zgonu pacjenta niektóre komórki można wykorzystać, ale myślę, że tutaj czeka nas jeszcze daleka droga.
PAP: Zatem najpierw można się spodziewać terapii genowych a potem komórkowych – jakie choroby można by nimi leczyć?
M.K.: Wspomniana, zarejestrowana już metoda dotyczy wyłącznie jednego genu – RPE65, którego defekty mogą powodować dwie choroby – jedną z postaci wrodzonej ślepoty Lebera i jedną postać zwyrodnienia barwnikowego siatkówki. W trakcie już zaawansowanych badań są terapie celowane dla kolejnych genów, też związanych głównie z wymienionymi chorobami, ponieważ stanowią one największe wyzwanie.
Daleko posunięte prace dotyczą też terapii genowych przeciw takim chorobom jak choroideremia, młodzieńcze rozwarstwienie siatkówki czy achromatopsja. W najbliższych miesiącach można spodziewać się rejestracji w Europie drugiej już okulistycznej terapii genowej przeznaczonej dla dziedzicznego zaniku nerwów wzrokowych, zwanego zanikiem Lebera.
PAP: A jeśli chodzi o terapie komórkowe?
M.K.: Prowadzi się eksperymentalne badania z wspomnianymi indukowanymi pluripotencjalnymi komórkami macierzystymi. Natomiast do ich klinicznego wykorzystania także wiedzie jeszcze daleka droga, która wymaga m.in. szeroko zakrojonych badań klinicznych, a potem rejestracyjnych. Tu muszę jednak zwrócić uwagę na pewne zagrożenie.
PAP: Zagrożenie?
M.K.: Z mojego punktu widzenia, obecnie sprawa związana bywa z żerowaniem na ludzkim nieszczęściu. Chodzi o oferowanie chorym z różnymi chorobami genetycznymi czy innymi zwyrodnieniowymi chorobami siatkówki lub nerwu wzrokowego, tzw. komórek macierzystych. Mają one pochodzić z krwi pępowinowej, galarety Whartona, a w niektórych krajach nawet z ludzkich zarodków. Te ostatnie budzą olbrzymie wątpliwości etyczne, natomiast dwie pierwsze mają niewiele wspólnego z macierzystością i nie są w stanie zróżnicować się do komórek siatkówki czy nerwu wzrokowego. Są to więc nadużycia, do tego związane z olbrzymimi kosztami dla pacjenta, a towarzyszą im próby unikania odpowiedzialności za efekty uboczne. Takie metody proponowane są nawet w niektórych klinikach w Polsce.
PAP: Jak to możliwe?
M.K.: Po prostu wykorzystywane są luki w prawie. Według mojej wiedzy te jednostki wykorzystują zgodę Głównego Inspektora Farmaceutycznego na produkcję preparatów komórkowych z pępowiny. Potem natomiast powołują się na przepisy unijne, które pozwalają, za zgodą lokalnej komisji bioetycznej, prowadzić eksperymentalne leczenie, kiedy zawiodły wszystkie inne metody. Problem jest jednak wieloraki. Zgoda na wyprodukowanie komórek nie oznacza prawa do ich użycia w terapii u ludzi; po drugie, działanie eksperymentalne powinno być finansowane przez badacza ze środków na rozwój nauki, a nie przez pacjenta. Po trzecie, badacz musi ponosić wszelką odpowiedzialność za skutki uboczne i mieć odpowiednie do tego ubezpieczenie. Po czwarte, zgoda komisji bioetycznej powinna być wydawana dla każdego pacjenta oddzielnie. Według mojej wiedzy warunki te spełniane nie są. Niedawno Naczelna Rada Lekarska powołała nawet komisję, która jednoznacznie potępiła takie działania, jako niezgodne z zasadami etyki lekarskiej i dobrej praktyki klinicznej.
PAP: Wracając do badań – lepsze poznanie genów i komórek oka pozwala też jednak na coraz lepszą diagnostykę. Czy dzięki temu można lepiej chronić wzrok zagrożonych osób np. przez odpowiednią profilaktykę?
M.K.: Oczywiście wszystko musi się zacząć od diagnostyki i tutaj posiadamy już doskonałe narzędzia. Metody sekwencjonowania nowej generacji pozwalają na zbadanie dowolnej liczby genów w jednym teście. W jednym badaniu można więc sprawdzić wszystkie znane przyczyny danego zaburzenia. Niestety obecnie NFZ nie finansuje takich testów, więc trzeba je wykonywać na koszt pacjenta, czy np. w ramach jakichś projektów naukowych.
PAP: Pocieszające jest, że istnieją takie możliwości techniczne.
M.K.: Istnieją, choć trzeba zaznaczyć, że nawet jak się zna przyczynę, to nie zawsze mamy cudowną tabletkę, którą możemy usunąć chorobę. Na ogół nie mamy. Możemy oczywiście proponować działania profilaktyczne, aby spowolnić postępy choroby – chronić oczy przed tym, co im szkodzi i dostarczać to, czego potrzebują. Jednak efekty są zwykle ograniczone. Drugi problem jest taki, że gdy pacjent zgłosi się z objawami, to w momencie stawiania diagnozy choroba zwykle jest już daleko posunięta.
PAP: A czy, gdy już wszystko zawiedzie, choroba zniszczy człowiekowi np. siatkówkę, będzie można przeszczepić taki narząd wyhodowany w laboratorium? Są już prowadzone prace nad takimi hodowanymi tkankami oka.
M.K.: Do tego się także wykorzystuje wspomniane przeze mnie komórki pluripotencjalne. Otrzymywane w laboratorium modele siatkówek przybierają nawet kształt, jaki ma tkanka w oku. Natomiast w tym przypadku także trzeba przypomnieć, że to dopiero badania laboratoryjne i jeśli się udadzą, to ewentualne terapie to kwestia przyszłości. Jedno z największych wyzwań polega np. na połączeniu takiej siatkówki z nerwami, aby mogły przekazywać impuls z oka do mózgu.
PAP: Z biologami trochę ścigają się przy tym elektronicy, którzy pracują nad syntetycznymi implantami siatkówki. Które podejście Pana zdaniem ma większe szanse na powodzenie?
M.K.: To dobre pytanie, na które jednak trudno jest obecnie odpowiedzieć. Takie protezy są już od wielu lat tworzone w różnych bogatych krajach. Swoje protezy tego typu mają Amerykanie, Niemcy, Koreańczycy czy Japończycy. Uzyskiwany obraz jest na razie monochromatyczny i składa się z niewielu pikseli – np. ma rozdzielczość 256×256 punktów. Dodatkowo, także i tutaj główne wyzwanie to przesyłanie sygnałów do mózgu. Pacjenci potrafią jednak widzieć kształty czy rozróżniać sylwetki. Dla kogoś, kto w ogóle nie widział, to duża różnica. Nie podejmę się jednak stawiania wyroku, które podejście – biologiczne, czy elektroniczne – ma większe szanse. Myślę, że to dwie równoległe ścieżki.
PAP: A jak wyglądają w Polsce badania nad takimi zagadnieniami?
M.K.: Oprócz wieloośrodkowych międzynarodowych badań klinicznych, do których czasami włączany jest jakiś ośrodek w Polsce, na przykład my prowadzimy badania bardziej podstawowe. Przede wszystkim zajmujemy się genetyczną diagnostyką pacjentów, których mieliśmy już ok. 2 tys. Jednak przy okazji szukamy także nowych przyczyn danej choroby. Mamy na tym polu już kilka sukcesów. Na przykład zidentyfikowaliśmy nową przyczynę dystrofii czopkowo-pręcikowej, wrodzonego braku tęczówki, czy bardzo ciężkiej wady – wrodzonego braku gałek ocznych. Ośrodków zajmujących się genetyką oczu nie ma tak naprawdę wiele na świecie.
PAP: A jakie są szanse na wprowadzanie nowoczesnych terapii w Polsce, w miarę ich powstawania?
M.K.: Dla przykładu podam, że miałem pacjenta z wrodzoną ślepotą Lebera, u którego mogliśmy w Poznaniu zastosować dostępną terapię genową. Udało się to zrobić tylko dla jednego pacjenta i tylko w jednym oku i to dzięki sponsorowi, który wyłożył pieniądze na leczenie. Kosztuje ono bowiem 3 mln złotych. To dużo, ale pacjentów z tą chorobą w całej Polsce jest tylko ok. 20, a dużo większe kwoty są czasami beztrosko przeznaczane na przeróżne cele, nierzadko po prostu marnowane. Mimo usilnych starań nie otrzymaliśmy pieniędzy od państwa – ani z funduszu prezydenckiego, ani w ramach projektów ministerialnych, mimo pozytywnych opinii Agencji Oceny Technologii Medycznych czy konsultantów krajowych. Tymczasem mimo leczenia tylko jednego oka pacjent rozstał się z białą laską, korzysta ze środków komunikacji i rozpoznaje twarze. Drugie oko czeka, podobnie jak ośmioro kolejnych już zdiagnozowanych pacjentów.
PAP: Zatem, jeśli nie zmieni się podejście, takie terapie nie będą w kraju łatwo dostępne, nawet gdy powstaną?
M.K.: Pamiętajmy, że mówimy głównie cały czas o metodach, które są dopiero badane. Niektóre z nich mogą wejść do użycia dopiero za kilka lat, a na inne trzeba będzie poczekać więcej niż dekadę. Chciałbym jednak zwrócić uwagę, że np. w Niemczech jest tak, że jak tylko jakieś leczenie zostanie zatwierdzone przez Europejską Agencję Leków, to zostaje włączone do finansowania. W wielu innych krajach działają inne skuteczne mechanizmy.
Coraz bliżej skutecznego leku na niektóre rodzaje zaćmy
Naukowcy opracowali rewolucyjną metodę leczenia zaćmy, która wykazuje wysoką skuteczność w badaniach laboratoryjnych. Już wkrótce chorobę, którą obecnie można leczyć tylko operacyjnie, będziemy w stanie pokonać farmakologicznie.
Zakończył się pilotaż programu profilaktyki krótkowzroczności u dzieci w klasach I-III „Dobrze widzieć”
Uczniowie z klas I-III Zespołu Placówek Oświatowych w Trawnikach (województwo lubelskie) to ostatnia grupa dzieci, których wzrok został przebadany w ramach przedsięwzięcia „Dobrze widzieć”. Pilotażowy program profilaktyki krótkowzroczności dzieci z edukacji wczesnoszkolnej został zainicjowany przez Ministra Edukacji i Nauki Przemysława Czarnka i Ministra Zdrowia Adama Niedzielskiego. W poniedziałek, 23 maja na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie odbędzie się konferencja podsumowująca wspólne przedsięwzięcie resortów zdrowia, edukacji i nauki oraz Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.
Jak chronić oczy przed słońcem
Słońce jest nam niezbędne – choćby w aspekcie syntezy witaminy D3. Jednak ma też działanie destruktywne – nie tylko na skórę, ale i oczy. Latem warto nosić porządne okulary przeciwsłoneczne także w pochmurny dzień! Dowiedz się, dlaczego i jak skutecznie chronić oczy.
Wszyscy okuliści podkreślają, że noszenie okularów z filtrem ultrafioletowym jako ochrony oka przed nadmierną ekspozycją na słońce jest bardzo ważne.
– Najlepiej by były to okulary od sprawdzonych producentów. Te kupowane na bazarze często nie spełniają norm związanych z odpowiednim załamaniem światła – wtedy możemy widzieć niewyraźny obraz. Wszystkie standardy spełniają okulary produkowane przez producentów szkieł okularowych. Soczewki są tak stworzone, że odpowiednio załamują światło, a więc skupiają lub rozpraszają światło z odpowiednią mocą. Okulary ze szkłami zerowymi w ogóle nie wpływają na układ optyczny, nie mają mocy ani skupiającej ani rozpraszającej. Natomiast w okularach kupionych za 5 złotych na bazarze plastikowe soczewki mogą zmieniać załamanie światła i powodować wykrzywienie obrazu – mówi dr hab. n. med. Wojciech Hautz, kierownik Kliniki Okulistyki w Instytucie – „Pomnik Centrum Zdrowia Dziecka” w Warszawie.
Higiena oczu w zależności od wieku. Czy oczy się starzeją?
Upływający czas i starzenie się to proces naturalny – zmienia się skóra, siwieją włosy, zwalnia metabolizm. Z wiekiem coraz bardziej musimy dbać o swoje zdrowie, wykonywać badania, w tym mierzyć ciśnienie tętnicze. Także psychicznie stajemy się bardziej dojrzali i doświadczeni. Zmieniamy swoje nawyki, przyzwyczajenia i dostosowujemy je do nowych potrzeb. A czy oczy starzeją się tak samo jak ciało? Jak o nie zadbać w tym procesie?
Człowiek umarł, ale jego oczy ożyły po śmierci. To się stało
Naukowcy ze Szwajcarii i Stanów Zjednoczonych poinformowali właśnie, że pięć godzin po zgonie człowieka udało im się przywrócić do życia światłoczułe komórki nerwowe ludzkiego oka. Czy to w ogóle możliwe?