Czy słońce szkodzi oczom?

O szkodliwym wpływie słońca na skórę mówi się od lat. Wiadomo, że promieniowanie ultrafioletowe przyspiesza starzenie skóry i zwiększa ryzyko nowotworów. Znacznie rzadziej przypominamy sobie jednak, że podobnie jak skóra również oczy przez całe życie pozostają wystawione na działanie promieniowania słonecznego.
To szczególnie ważne, ponieważ oko jest niezwykle precyzyjnym układem optycznym. Rogówka i soczewka skupiają światło na niewielkim obszarze siatkówki, umożliwiając ostre widzenie. Ta wyjątkowa zdolność oznacza jednak, że energia świetlna może być koncentrowana w delikatnych tkankach, które z czasem mogą ulegać uszkodzeniom.
Największe znaczenie dla zdrowia oczu ma promieniowanie ultrafioletowe. Do powierzchni ziemi docierają przede wszystkim dwa jego rodzaje: UVA i UVB. Promieniowanie UVC jest niemal całkowicie pochłaniane przez atmosferę.
Rogówka zatrzymuje znaczną część promieniowania UVB, a soczewka pochłania dużą część pozostałego ultrafioletu, chroniąc znajdującą się głębiej siatkówkę. Ta naturalna ochrona nie jest jednak doskonała. Przez dziesięciolecia soczewka gromadzi skutki działania promieniowania, a proces ten może przyczyniać się do rozwoju zaćmy. Czytaj dalej →

W Polsce brakuje mieszkań wspomaganych dla osób z niepełnosprawnościami. Resort pracy zapowiada zmiany

Według danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w Polsce działa ponad 1,1 tys. mieszkań wspomaganych prowadzonych przez samorządy lub na ich zlecenie. Zdaniem ekspertów to wciąż za mało, aby zapewnić wielu osobom z niepełnosprawnościami warunki do rozpoczęcia samodzielnego życia. Resort pracy zapowiada zmiany w przepisach, które mają ułatwić samorządom realizację zadań związanych z udostępnianiem mieszkań wspomaganych.
– Mieszkalnictwo wspomagane jest niezbędnym elementem w systemie wsparcia bardzo wielu grup, ale szczególnie osób z niepełnosprawnościami, które nie mają możliwości praktykowania niezależnego, samodzielnego życia. To jest zobowiązanie, które Polska przyjęła na siebie w 2012 roku, ratyfikując Konwencję o prawach osób z niepełnosprawnościami. Artykuł 19 mówi o tym, że każda osoba powinna mieć zagwarantowane prawo wyboru formy mieszkalnictwa, ale też usług, z których chciałaby skorzystać – przypomina w rozmowie z agencją Newseria dr Monika Zima-Parjaszewska, prezeska Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną (PSONI).
Mieszkanie wspomagane jest formą pomocy społecznej wspierającą przebywające w nim osoby w codziennym funkcjonowaniu. Może być przyznane osobie pełnoletniej, która ze względu na trudną sytuację życiową, wiek, niepełnosprawność lub chorobę potrzebuje wsparcia w codziennym funkcjonowaniu, ale nie wymaga usług w zakresie świadczonym przez jednostkę całodobowej opieki. Z tej formy wsparcia mogą korzystać m.in. osoby z niepełnosprawnościami, osoby starsze, przewlekle chore czy osoby z zaburzeniami psychicznymi.
– Jak dotąd bardzo wiele osób z niepełnosprawnością po uzyskaniu pełnoletności, na kolejnym etapie swojego życia zawodowego czy rodzinnego, nie ma możliwości podjęcia decyzji o jakiejś formie zamieszkania. Jedyną alternatywą, którą widzi system, jest dom pomocy społecznej, ewentualnie dom rodzinny – podkreśla dr Monika Zima-Parjaszewska. – Mieszkalnictwo wspomagane i możliwość kształtowania w nim swojego życia to jest prawo każdego człowieka, szczególnie osoby z niepełnosprawnością. Tylko że tych mieszkań jest za mało, a ich tworzenie i utrzymanie jest bardzo utrudnione.
Zgodnie z przyjętą w 2022 roku „Strategią rozwoju usług społecznych” liczba nowo utworzonych mieszkań wspomaganych z koszykiem usług dostosowanych do indywidualnych potrzeb do 2030 roku ma wzrosnąć do 7 tys., a do 2035 roku – do 12 tys. Jak informowali przedstawiciele Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej podczas kwietniowego posiedzenia podkomisji stałej ds. rodziny, w Polsce jest ponad 1,1 tys. mieszkań wspomaganych, które są prowadzone przez samorządy lub na ich zlecenie. Liczba miejsc przekracza 2,6 tys. W ubiegłym roku z tej formy wsparcia korzystało ponad 2,5 tys. osób. Dane MRPiPS nie obejmują mieszkań wspomaganych prowadzonych przez organizacje pozarządowe poza systemem zlecania zadań przez samorządy.
– Jeżeli chodzi o rozwój mieszkalnictwa wspomaganego, wśród zdiagnozowanych problemów z pewnością jest finansowanie, ale także dostępność mieszkań, które można by zaadaptować na wspomagane. Myślę jednak, że największą barierą jest świadomość tego, jak to mieszkanie powinno wyglądać. Nie tworzymy instytucji, małego domu pomocy społecznej, tylko mieszkania, do których posiadają tytuł prawny, wiedzą, na jakiej zasadzie w nich mieszkają, i że to jest długoterminowa forma mieszkalnictwa– tłumaczy prezeska PSONI.
Jak wynika z ustawy o pomocy społecznej, do zadań własnych gminy o charakterze obowiązkowym należy prowadzenie i zapewnienie miejsc w mieszkaniach treningowych lub wspomaganych. Wsparcie w mieszkaniu wspomaganym jest przyznawane na czas określony. W przypadku osób, które posiadają orzeczenie o znacznym lub umiarkowanym stopniu niepełnosprawności, a także w szczególnie uzasadnionych przypadkach w stosunku do innych osób, może ono zostać przyznane na czas nieokreślony. Jak wyjaśnia ministerstwo, w mieszkaniu wspomaganym świadczone są usługi bytowe, praca socjalna oraz pomoc w wykonywaniu czynności niezbędnych w codziennym funkcjonowaniu i realizacji kontaktów społecznych.
– Ogromną barierą jest też brak usług, które są niezbędne dla wielu osób, i to usług, które nie są z tym mieszkaniem powiązane. Najważniejszą z nich jest asystencja osobista osób z niepełnosprawnościami. Ta usługa zapewniłaby możliwość wsparcia dla bardzo wielu osób nawet w ich własnym mieszkaniu. Wiemy, że wiele osób posiada swoje mieszkania lub będzie je posiadało na przykład po śmierci bliskich, ale bez usług środowiskowych, w szczególności asystencji osobistej, często nie będą one mogły w nich pozostać – wskazuje dr Monika Zima-Parjaszewska.
Prace nad rządowym projektem ustawy o asystencji osobistej osób z niepełnosprawnościami trwają od wielu miesięcy. W lipcu projekt ten był przedmiotem prac w sejmowej podkomisji. Jak wskazano w uzasadnieniu projektu, dotychczasowe rozwiązania nie zapewniały trwałego i powszechnego dostępu do asystencji osobistej, ponieważ opierały się m.in. na czasowych programach i rozwiązaniach o charakterze konkursowym lub regionalnym.
– Potrzebujemy natychmiast ustawy o asystencji osobistej. Przedłużające się prace legislacyjne nad tą ustawą opóźniają niezależne życie bardzo wielu osób, które już teraz są w mieszkaniach, ale bez asystencji osobistej nie są w stanie odpowiednio w nich funkcjonować – podkreśla prezeska PSONI.
W czerwcu br. rzeczniczka praw dziecka Monika Horna-Cieślak wystosowała do resortu pracy oraz Ministerstwa Rozwoju i Technologii apel, w którym zwróciła uwagę na problem niedostatecznego zainteresowania samorządów uzyskaniem środków na tworzenie mieszkań treningowych i wspomaganych. W odpowiedzi na jej apel resort poinformował, że proceduje projekt reformy systemu pomocy społecznej (UD315), który ma m.in. zwiększyć dostępność mieszkań treningowych i wspomaganych. Ministerstwo zapowiedziało, że dąży do uproszczenia wymogów formalnych oraz stworzenia bardziej elastycznych ram prawnych, które ułatwią samorządom realizację tego zadania. Jak podkreślono, analizowane są konkretne mechanizmy wsparcia, które pozwolą zniwelować najpoważniejsze trudności aplikacyjne i operacyjne zgłoszone przez stronę samorządową.
– Potrzebujemy decyzji o tym, aby w Polsce nie powstawały kolejne domy pomocy społecznej, ale żeby te pieniądze były kierowane do samorządów, aby mogły one tworzyć mieszkania wspomagane – podkreśla dr Monika Zima-Parjaszewska. – Zdecydowanie potrzebujemy zwiększania świadomości samorządów poprzez działania administracji rządowej, pokazywania, że nie tylko dom pomocy społecznej jest przyszłością dla osób z różnymi trudnościami. Wokół deinstytucjonalizacji ostatnio narosło wiele mitów i nieprawdziwych informacji. Zaplanowany proces rozwoju usług społecznych i różnych form mieszkalnictwa to jest działanie administracji rządowej, oczywiście we współpracy z samorządami.
Według ustawy o pomocy społecznej mieszkania treningowe i wspomagane mogą prowadzić jednostki organizacyjne pomocy społecznej, ale także organizacje pozarządowe, które działają w obszarze pomocy społecznej, pieczy zastępczej lub integracji oraz reintegracji zawodowej i społecznej osób zagrożonych wykluczeniem społecznym.
– Aby samorząd mógł realizować mieszkania wspomagane, musi zdiagnozować lokalne potrzeby swoich mieszkańców – mówi ekspertka.
Jak wskazuje, samorządy często boją się podejmowania tego wyzwania albo podejmują je wyłącznie z myślą o bardzo konkretnej grupie osób, na przykład z doświadczeniem bezdomności albo wychodzących z pieczy zastępczej.
– Tymczasem grupa osób, które potrzebują wsparcia w mieszkalnictwie, jest zdecydowanie większa i są wśród nich również osoby z intelektualną niepełnosprawnością, o których czasami samorząd zapomina. Przede wszystkim dlatego, że uznaje, iż to rodzina jest pierwszą komórką, która powinna ich wspierać, często do końca życia. A to nieprawda. Po drugie, organizacja mieszkań wydaje się dla samorządu niezwykle utrudniona, począwszy od formy prawnej, podpisania dokumentów, tytułu prawnego, po organizację i zapewnienie wsparcia, często nazywanego opieką – tłumaczy prezeska PSONI. Czytaj dalej →

Centrum Komunikacji dla Osób z Niepełnosprawnościami z aplikacją mobilną

Osoby z niepełnosprawnościami mogą już korzystać z nowej aplikacji Centrum Komunikacji dla Osób z Niepełnosprawnościami. Bezpłatne narzędzie zostało udostępnione na terenie całej Polski i ma ułatwiać codzienną komunikację oraz dostęp do usług wspierających osoby głuche, słabosłyszące, głuchoniewidome, niewidome i słabowidzące.
Aplikacja zapewnia szybki dostęp do usług Centrum Komunikacji bez względu na miejsce pobytu użytkownika. Za jej pośrednictwem można połączyć się z tłumaczem polskiego języka migowego (PJM), skorzystać z pomocy tłumacza-przewodnika, zamienić mowę na tekst, zlecić przygotowanie dostępnych dokumentów, w tym tłumaczeń na PJM, a także nawiązać połączenie alarmowe w sytuacjach wymagających natychmiastowego wsparcia. Wszystkie usługi są świadczone bezpłatnie i są dostępne przez całą dobę, siedem dni w tygodniu.
Jednym z udogodnień dostępnych w aplikacji jest możliwość zdalnego potwierdzenia tożsamości za pomocą aplikacji mObywatel. Dzięki temu użytkownicy mogą założyć i zweryfikować konto bez konieczności wizyty w Regionalnym Centrum Komunikacji, co pozwala szybciej rozpocząć korzystanie z oferowanych usług. Nadal istnieje również możliwość osobistego potwierdzenia tożsamości w jednym z Regionalnych Centrów Komunikacji.
Zainteresowanie nową aplikacją systematycznie rośnie, co pokazuje, że rozwiązania ułatwiające komunikację i dostęp do usług są potrzebne oraz odpowiadają na codzienne potrzeby osób z niepełnosprawnościami.
Aplikacja Centrum Komunikacji dla Osób z Niepełnosprawnościami jest dostępna bezpłatnie w sklepach Google Play i App Store. Można z niej korzystać również w wersji przeglądarkowej, bez konieczności instalowania programu na komputerze.
Projekt „Centrum Komunikacji dla Osób z Niepełnosprawnościami” realizowany jest przez Biuro Pełnomocnika Rządu do Spraw Osób Niepełnosprawnych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej we współpracy z Polskim Związkiem Głuchych oraz Polskim Stowarzyszeniem na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną. Przedsięwzięcie jest współfinansowane ze środków Unii Europejskiej w ramach programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego 2021–2027. Czytaj dalej →

Nowy sposób badania rogówki oka powstał w centrum ICTER

System tomografii, który śledzi reakcję rogówki w dziewięciu punktach jednocześnie opracowali naukowcy z Międzynarodowego Centrum Badań Oka (ICTER). To krok w stronę dokładniejszej, bezkontaktowej oceny biomechaniki oka i wcześniejszego wykrywania chorób takich jak stożek rogówki.
Rogówka jest przezroczystą, zewnętrzną częścią oka. To ona jako pierwsza załamuje światło wpadające do gałki ocznej i ma ogromny wpływ na ostrość widzenia. Zwykle myślimy o niej jak o cienkiej szybce, ale z punktu widzenia medycyny i fizyki jest czymś znacznie bardziej złożonym: elastyczną, warstwową strukturą, która reaguje na siły mechaniczne, ciśnienie i drobne zmiany swojej geometrii.
Właśnie tę reakcję postanowili zmierzyć naukowcy z Międzynarodowego Centrum Badań Oka (ICTER), działającego przy Instytucie Chemii Fizycznej PAN. W pracy opublikowanej w czasopiśmie „Biomedical Optics Express”, opisali system tomografii optycznej OCT, który w pojedynczym pomiarze obserwuje, jak rogówka ugina się po krótkim podmuchu powietrza.
W diagnostyce okulistycznej od lat wykorzystuje się urządzenia, które badają kształt rogówki, jej grubość, krzywiznę i reakcję na bodziec mechaniczny. Jednym z klasycznych przykładów jest bezkontaktowe badanie z użyciem podmuchu powietrza. To standardowe badanie wykonywane w gabinetach okulistycznych na całym świecie w celu pomiaru ciśnienia wewnątrzgałkowego. Aparat wypuszcza krótki strumień powietrza, a oko reaguje na niego minimalnym odkształceniem.
Rogówka nie zawsze jednak osłabia się równomiernie. W stożku rogówki, czyli chorobie prowadzącej do ścieńczenia i uwypuklenia rogówki, zmiany mogą mieć charakter miejscowy. Fragment tkanki może być bardziej podatny na odkształcenie niż reszta rogówki, zanim będzie to łatwe do uchwycenia standardowymi metodami obrazowania. To ważne, bo stożek rogówki może powodować narastające zniekształcenie widzenia, astygmatyzm, nadwrażliwość na światło i problemy z dobraniem okularów lub soczewek kontaktowych. W zaawansowanych przypadkach pacjent może wymagać specjalistycznego leczenia, a czasem nawet przeszczepu rogówki.
Dotychczasowe metody często analizują globalną reakcję rogówki albo śledzą jej zachowanie w jednym przekroju. To daje cenne informacje, ale może nie wystarczyć, gdy zmiana jest ogniskowa, asymetryczna i pojawia się poza centralnym punktem pomiaru. Nowe rozwiązanie opracowane przez zespół ICTER odpowiada właśnie na ten problem. System nie obserwuje rogówki punkt po punkcie, lecz mierzy jej reakcję jednocześnie w dziewięciu miejscach: jednym centralnym i ośmiu obwodowych. Dzięki temu pozwala zobaczyć nie tylko, jak mocno rogówka się ugina, ale też, gdzie jej reakcja jest największa i czy wskazuje na miejscową biomechaniczną słabość.
„Rogówka to jeden z głównych elementów oka skupiających światło na siatkówce, dlatego ważny jest nie tylko jej kształt, ale i właściwości mechaniczne. Uważa się, że to właśnie stan mechaniczny rogówki zmienia się w niektórych schorzeniach, jak stożek rogówki, zanim dojdzie do zmiany kształtu. Nasz system, mierząc jednocześnie odpowiedź rogówki na pobudzenie strumieniem powietrza, pozwala oszacować tę asymetrię, co daje nadzieję na wcześniejsze wykrywanie zmian niż w przypadku metod czysto geometrycznych” – mówi dr Karol Karnowski z ICTER, cytowany w prasowym komunikacie.
Podstawą opracowanej technologii jest tomografia optyczna OCT. To metoda obrazowania używana w okulistyce na co dzień, szczególnie w diagnostyce siatkówki i przedniego odcinka oka. Działa trochę jak optyczny odpowiednik ultrasonografii, ale zamiast fal dźwiękowych wykorzystuje światło. Pozwala oglądać struktury oka z bardzo wysoką rozdzielczością i bez kontaktu z tkanką. W tej pracy OCT wykorzystano jednak w szczególny sposób. Naukowcy zbudowali układ, w którym kilka wiązek światła pada na rogówkę jednocześnie. Każda wiązka odpowiada innemu punktowi pomiarowemu. Sygnały z tych punktów są rozdzielane nie przez wykonywanie kolejnych skanów, lecz przez tzw. kodowanie głębi. Oznacza to, że informacje z różnych miejsc rogówki zostają zapisane w różnych segmentach głębokości w jednym sygnale OCT.
Zamiast wykonywać pomiar po kolei w różnych miejscach i ryzykować, że oko w tym czasie minimalnie się poruszy, urządzenie rejestruje wszystko naraz. To szczególnie ważne w badaniu bardzo szybkich, niepowtarzalnych zjawisk. Reakcja rogówki na podmuch powietrza trwa zaledwie dziesiątki milisekund. W tak krótkim czasie nawet mikroruch oka, mrugnięcie, zmiana filmu łzowego albo opóźnienie wynikające z sekwencyjnego skanowania może zniekształcić wynik.
„Ponieważ odkształcenie rogówki, które chcemy uchwycić, żeby oszacować jej asymetrię, trwa około 20 milisekund i pomiaru nie da się powtórzyć, kluczowe w naszej metodzie jest jednoczesne mierzenie odpowiedzi rogówki w wielu miejscach. Wymaga to dużej rozdzielczości czasowej, tak jak w aparacie, który potrafi zrobić bardzo dużo zdjęć na sekundę. Dotychczasowe techniki albo nie zapewniały takiej rozdzielczości czasowej, albo oferowały pomiar ograniczony przestrzennie” – wyjaśnia dr Karol Karnowski.
W praktyce taki system mógłby wspierać wcześniejsze wykrywanie stożka rogówki, zwłaszcza w przypadkach, w których zmiany są jeszcze subtelne. Może też pomóc w monitorowaniu postępu choroby oraz ocenie skuteczności leczenia, np. po zabiegu cross-linkingu, którego celem jest wzmocnienie rogówki. Potencjalnie mógłby być również przydatny przed zabiegami chirurgii refrakcyjnej, takimi jak laserowa korekcja wzroku, gdzie prawidłowa ocena biomechaniki rogówki ma duże znaczenie dla bezpieczeństwa pacjenta.
Autorzy podkreślają, że obecna praca ma charakter techniczny i demonstracyjny. Zebrano już osobny zestaw danych klinicznych obejmujący grupę kontrolną, pacjentów z wczesną lub skąpoobjawową postacią choroby. Wyniki tej walidacji mają zostać przedstawione w oddzielnej publikacji.
W aktualnej wersji analiza wymagała ręcznej segmentacji przedniej powierzchni rogówki na obrazach OCT. To metoda przejrzysta i dobra do pracy badawczej, ale zbyt czasochłonna dla rutynowej diagnostyki. Zespół pracuje nad automatyzacją, w tym nad algorytmami opartymi na uczeniu maszynowym. Kolejnym wyzwaniem jest precyzyjne ustawienie oka. Niepełne wycentrowanie układu, mikroruchy gałki ocznej czy mrugnięcie mogą pogorszyć jakość sygnału i wpłynąć na wynik. Przyszłe wersje urządzenia mogłyby więc korzystać z dodatkowego monitorowania źrenicy, sprzężenia zwrotnego w czasie rzeczywistym i systemów śledzenia ruchów oka.
Choć badanie dotyczy rogówki, sama koncepcja może mieć szersze zastosowanie. Zespół ICTER pokazał, że wielopunktowy pomiar OCT może służyć do obserwacji bardzo szybkich, niepowtarzalnych zdarzeń mechanicznych w ośrodkach rozpraszających światło. Takimi ośrodkami są nie tylko tkanki oka, ale także inne tkanki miękkie, w których klasyczne skanowanie sekwencyjne może generować błędy. Czytaj dalej →

Łódzkie: 1,2 mln zł dla organizacji, które każdego dnia pomagają osobom z niepełnosprawnością i ich rodzinom

Ponad 1,2 mln zł trafi do organizacji pozarządowych z województwa łódzkiego, które wspierają osoby z niepełnosprawnościami. Zarząd Województwa Łódzkiego rozstrzygnął dwa konkursy finansowane ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Dzięki temu już wkrótce w całym regionie ruszą projekty, które pomogą dzieciom, młodzieży i dorosłym żyć aktywniej, bezpieczniej i pełniej.
Za każdą przyznaną dotacją stoją konkretne osoby i ich codzienne potrzeby. Dla jednych będzie to możliwość skorzystania z rehabilitacji czy hipoterapii, dla innych wsparcie asystenta, rozwijanie pasji, udział w zajęciach integracyjnych albo po prostu spotkanie z drugim człowiekiem. Łącznie 1,2 mln zł pozwoli zrealizować 21 projektów, które będą realnym wsparciem dla mieszkańców województwa łódzkiego. Czytaj dalej →

Przełom w diagnostyce wzroku? Nowa technologia z Białegostoku z patentem w USA

Klasyczny rezonans magnetyczny dobrze pokazuje anatomię mózgu i oczodołów, ale nie pozwala ocenić mikrostruktury włókien nerwu wzrokowego. O tworzeniu narzędzia, które to umożliwi opowiadają dr Łukasz Łabieniec i lek. Łukasz Lisowski. Nowa metoda analizy obrazów rezonansu magnetycznego powstała w Białymstoku.
Metoda ta może wspierać diagnostykę uszkodzeń nerwu wzrokowego niewidocznych w standardowych badaniach. Rozwiązanie, opracowane przez badaczy z Uniwersytetu w Białymstoku i Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, zostało objęte ochroną patentową w Stanach Zjednoczonych i może w przyszłości znaleźć zastosowanie w diagnostyce chorób prowadzących do utraty wzroku.
Patent obejmuje sposób analizy obrazów rezonansu magnetycznego oraz wyznaczania wskaźnika neuropatii nerwu wzrokowego. Ponieważ technologia wykorzystuje standardowe badanie MRI z odpowiednim protokołem obrazowania, w przyszłości mogłaby zostać wdrożona bez konieczności zakupu nowej aparatury.
Mimo współpracy z jednym z najlepszych ośrodków medycznych na świecie, patentu przyznanego w USA i obiecujących wyników badań, naukowcy zwracają uwagę, że zdobycie finansowania wciąż pozostaje ogromnym wyzwaniem.
PAP: Skąd wziął się pomysł na opracowanie nowej metody diagnostyki uszkodzeń nerwu wzrokowego?
Dr Łukasz Łabieniec z Uniwersytetu w Białymstoku: Punktem wyjścia były ograniczenia obecnie stosowanych metod diagnostycznych. Klasyczny rezonans magnetyczny bardzo dobrze pokazuje anatomię mózgu i oczodołów, ale nie pozwala ocenić mikrostruktury włókien nerwu wzrokowego. Tymczasem to właśnie na tym poziomie często pojawiają się pierwsze zmiany prowadzące do utraty widzenia. Chcieliśmy stworzyć narzędzie, które umożliwi ich wykrycie jeszcze przed wystąpieniem nieodwracalnych uszkodzeń.
W tym celu wykorzystaliśmy obrazowanie tensora dyfuzji (DTI), które analizuje ruch cząsteczek wody w tkance nerwowej. Dzięki temu można ocenić stan włókien nerwu wzrokowego znacznie dokładniej niż w klasycznym badaniu MRI.
Łukasz Lisowski z Kliniki Okulistyki Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku: Dla mnie ten projekt ma także bardzo osobisty wymiar. Moja babcia całkowicie straciła wzrok z powodu jaskry. Chorobę rozpoznano zbyt późno i nie udało się już uratować jej widzenia. To doświadczenie sprawiło, że zainteresowałem się okulistyką i chorobami nerwu wzrokowego. Zrozumiałem, jak ogromne znaczenie ma wczesna diagnostyka, bo raz utraconego wzroku nie da się odzyskać.
Później ta osobista motywacja połączyła się z codzienną praktyką kliniczną. Do naszej kliniki trafiali pacjenci z neuropatiami nerwu wzrokowego o niejasnym pochodzeniu, w tym osoby z podejrzeniem idiopatycznego nadciśnienia śródczaszkowego. W takich przypadkach decyzja o leczeniu bywa niezwykle trudna. Zbyt długie oczekiwanie może doprowadzić do nieodwracalnej utraty wzroku, ale leczenie operacyjne również wiąże się z ryzykiem powikłań.
Potrzebowaliśmy więc narzędzia, które pozwoliłoby bardziej obiektywnie ocenić stopień uszkodzenia nerwu wzrokowego i ułatwiło podejmowanie decyzji terapeutycznych. To właśnie z tej potrzeby narodził się pomysł opracowania naszej metody.
PAP: Na czym polega przewaga opracowanego rozwiązania nad standardowym rezonansem magnetycznym stosowanym obecnie w diagnostyce?
Ł.Ł.: Klasyczny rezonans magnetyczny jest trochę jak zdjęcie kabla – widać jego przebieg i to, czy nie został przerwany. Nasza metoda pozwala ocenić, czy wewnątrz tego kabla wszystko działa prawidłowo. To oczywiście porównanie – w rzeczywistości analizujemy ruch cząsteczek wody wewnątrz nerwu wzrokowego. Tam, gdzie włókna są zdrowe i dobrze uporządkowane, woda porusza się inaczej niż tam, gdzie doszło do ich uszkodzenia.
Dzięki temu uzyskujemy informacje o mikrostrukturze nerwu wzrokowego, których nie dostarcza standardowe badanie MRI. Co ważne, można je uzyskać podczas tego samego badania rezonansu, bez podawania kontrastu i bez narażania pacjenta na dodatkowe promieniowanie.
PAP: Jakie informacje o stanie nerwu wzrokowego można uzyskać dzięki analizie tensora dyfuzji, których nie dostarczają obecnie wykorzystywane badania obrazowe?
Ł.Ł.: Możemy ocenić, czy uszkodzeniu uległa przede wszystkim osłonka mielinowa włókien nerwowych, czy same aksony, czyli włókna przewodzące impulsy. To bardzo istotne rozróżnienie, ponieważ oba rodzaje uszkodzeń mogą mieć różne przyczyny i wymagać odmiennego postępowania diagnostycznego oraz terapeutycznego.
Co więcej, takie zmiany mogą być widoczne jeszcze zanim pacjent zauważy pogorszenie widzenia i zanim staną się uchwytne w standardowym rezonansie magnetycznym lub innych badaniach okulistycznych.
PAP: Jakie znaczenie kliniczne może mieć możliwość wykrywania uszkodzeń nerwu wzrokowego niewidocznych w standardowym badaniu MRI?
Ł.L.: Jeśli dalsze badania potwierdzą skuteczność tej metody, jej znaczenie może być bardzo duże. W praktyce zdarzają się pacjenci, którzy zgłaszają pogarszające się widzenie lub mają nieprawidłowe wyniki badań okulistycznych, a klasyczny rezonans magnetyczny nie pozwala wyjaśnić przyczyny tych objawów.
Nasza metoda może pomóc wypełnić tę lukę. W przyszłości mogłaby ułatwić wcześniejsze wykrywanie uszkodzeń nerwu wzrokowego, dokładniejsze różnicowanie przyczyn neuropatii, ocenę stopnia zaawansowania choroby oraz monitorowanie skuteczności leczenia.
Trzeba jednak podkreślić, że obecnie mówimy o rozwiązaniu znajdującym się na etapie badań. Jego potencjał kliniczny jest bardzo obiecujący, ale wymaga jeszcze potwierdzenia w większych badaniach z udziałem pacjentów.
PAP: W przypadku jakich chorób lub grup pacjentów nowa metoda może okazać się szczególnie przydatna?
Ł.L.: W pierwszej kolejności myślimy o pacjentach z neuropatiami nerwu wzrokowego, zwłaszcza wtedy, gdy standardowa diagnostyka nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Dotyczy to m.in. osób z idiopatycznym nadciśnieniem śródczaszkowym oraz pacjentów z guzami lub innymi zmianami w obrębie nerwu wzrokowego, skrzyżowania wzrokowego i dalszych dróg wzrokowych.
Potencjalne zastosowania obejmują także zapalenie nerwu wzrokowego, stwardnienie rozsiane i inne choroby demielinizacyjne. W przyszłości technologia może znaleźć zastosowanie również w diagnostyce wybranych postaci jaskry, zwłaszcza tych nietypowych lub trudnych do jednoznacznej oceny.
Największą wartością tej metody jest możliwość ilościowej oceny mikrostruktury nerwu wzrokowego w sytuacjach, w których obecnie lekarz nie dysponuje równie precyzyjnym narzędziem diagnostycznym.
PAP: W jaki sposób wyliczany przez Państwa wskaźnik neuropatii może wspierać lekarzy w podejmowaniu decyzji diagnostycznych i terapeutycznych?
Ł.Ł.: Zamiast kilku trudnych do interpretacji parametrów opracowaliśmy jeden wskaźnik wyrażony w procentach – im bliżej 100 proc., tym zdrowszy nerw. Można go porównać do wskaźnika naładowania baterii: pełna bateria oznacza prawidłowo funkcjonujący nerw, a spadający poziom sygnalizuje postępujące uszkodzenie. Taki wynik jest prosty do interpretacji i łatwy do śledzenia w czasie – pozwala ocenić, czy stan nerwu się pogarsza, pozostaje stabilny czy poprawia się w odpowiedzi na leczenie.
Ł.L.: Z punktu widzenia lekarza najważniejsze jest to, że wskaźnik nie byłby jedynie opisem jakościowym, lecz mierzalnym parametrem liczbowym. Można go porównywać między prawym i lewym nerwem wzrokowym, analizować zmiany w kolejnych badaniach tego samego pacjenta, a w przyszłości także odnosić do wartości referencyjnych. W praktyce klinicznej mógłby ułatwić wykrywanie asymetrii, monitorowanie postępu choroby oraz identyfikację pacjentów wymagających pogłębionej diagnostyki lub bardziej intensywnej obserwacji.
PAP: Czy metoda może umożliwić wykrywanie zmian na wcześniejszym etapie rozwoju choroby niż obecnie stosowane techniki?
Ł.Ł.: To może być jej największa zaleta. W wielu chorobach nerwu wzrokowego – takich jak neuropatie niedokrwienne i pourazowe, schorzenia demielinizacyjne, w tym stwardnienie rozsiane, czy stany związane z podwyższonym ciśnieniem śródczaszkowym – uszkodzenie rozwija się stopniowo i prowadzi do nieodwracalnej utraty włókien nerwowych. Im wcześniej zostanie wykryte, tym większa szansa na wdrożenie odpowiedniego leczenia i zachowanie sprawności widzenia. Nasza metoda pozwala wychwycić subtelne zmiany w mikrostrukturze nerwu jeszcze zanim staną się widoczne w klasycznym rezonansie magnetycznym lub badaniach okulistycznych.
PAP: Czy nowa metoda może w przyszłości pomóc w podejmowaniu decyzji terapeutycznych, np. dotyczących leczenia operacyjnego lub farmakologicznego?
Ł.L.: Taki jest jeden z najważniejszych kierunków dalszego rozwoju tej technologii. W codziennej praktyce lekarze często podejmują decyzje na podstawie niepełnych danych – muszą rozstrzygnąć, czy wystarczy obserwacja, czy należy przyspieszyć leczenie, zmienić terapię lub zakwalifikować pacjenta do zabiegu. Jeżeli metoda zostanie potwierdzona w kolejnych badaniach klinicznych, może stać się dodatkowym narzędziem wspierającym te decyzje. Pozwoliłaby ocenić, czy doszło już do mikrostrukturalnego uszkodzenia nerwu wzrokowego, czy zmiany pozostają stabilne, czy postępują mimo leczenia, a tym samym dostarczyć lekarzowi bardziej obiektywnych danych do planowania terapii.
PAP: W materiale uczelni wspomniano o dwóch przypadkach klinicznych wykorzystania opracowanej technologii. Na ile wyniki tych analiz potwierdzają potencjał metody i jakie wnioski płyną z tych doświadczeń?
Ł.Ł.: Oba przypadki bardzo dobrze pokazują, jakie możliwości może dać ta technologia.
Pierwszy dotyczył pacjenta z pourazowym uszkodzeniem gałki ocznej. Przed urazem widział prawidłowo, jednak z czasem nerw wzrokowy zaczął zanikać. Klasyczny rezonans magnetyczny długo nie wykazywał istotnych zmian, natomiast nasza metoda jednoznacznie wskazała, że doszło już do uszkodzenia mikrostruktury nerwu. To właśnie z myślą o takich sytuacjach opracowywaliśmy tę technologię.
Drugi przypadek miał szczególny wymiar. Dotyczył dziewczynki z guzem zlokalizowanym w okolicy skrzyżowania wzrokowego. Ponieważ praktycznie nie widziała, rozważano usunięcie guza wraz ze skrzyżowaniem dróg wzrokowych. Analiza wykonana z wykorzystaniem naszego algorytmu wykazała jednak, że przynajmniej część włókien nerwowych zachowała potencjał funkcjonalny. Była to informacja, której nie dostarczyły inne badania.
Na tej podstawie zmieniono strategię leczenia. Chirurdzy usunęli sam guz, oszczędzając drogi wzrokowe, a pacjentkę objęto nowoczesnym leczeniem celowanym. Po kilku latach zaczęła odzyskiwać percepcję światła w jednym oku. Oczywiście pojedyncze przypadki nie stanowią jeszcze dowodu skuteczności metody, ale pokazują, że może ona dostarczać informacji mających realny wpływ na decyzje kliniczne i rokowanie pacjentów.
PAP: Na ile wyniki tych analiz były zaskakujące z punktu widzenia lekarza prowadzącego?
Ł.L.: Najbardziej zaskakujące było to, że w obu przypadkach nie mieliśmy do czynienia z pacjentami niedodiagnozowanymi. Wręcz przeciwnie – przeszli pełną diagnostykę okulistyczną i obrazową, a mimo to pozostawały pytania, na które dostępne metody nie dawały jednoznacznej odpowiedzi.
Nasza technologia nie zastąpiła decyzji lekarzy, ale dostarczyła dodatkowej informacji tam, gdzie wcześniej jej brakowało. Pokazała, że możemy próbować ocenić nie tylko stopień uszkodzenia nerwu wzrokowego, lecz także to, czy zachował on potencjał do utrzymania lub odzyskania funkcji.
PAP: Jak duże znaczenie ma fakt, że rozwiązanie można stosować na standardowych klinicznych skanerach MRI bez konieczności zakupu specjalistycznego sprzętu?
Ł.L.: To jedna z największych zalet tej technologii. Wiele innowacyjnych rozwiązań nie trafia do praktyki klinicznej, ponieważ wymaga kosztownej aparatury. W naszym przypadku wykorzystujemy dane, które można uzyskać podczas badania wykonywanego na standardowych skanerach MRI dostępnych w wielu szpitalach.
Oczywiście do wdrożenia potrzebne będą odpowiednie algorytmy, standaryzacja procedury oraz pełna walidacja kliniczna. Jednak brak konieczności zakupu nowego sprzętu znacząco zwiększa szanse na praktyczne wykorzystanie tej metody.
PAP: Z perspektywy lekarza – jak daleko jesteśmy dziś od sytuacji, w której takie badanie mogłoby stać się elementem standardowej diagnostyki pacjentów z chorobami nerwu wzrokowego?
Ł.L.: Jesteśmy na etapie bardzo obiecujących badań, ale jeszcze przed wdrożeniem do rutynowej praktyki klinicznej. Dysponujemy opatentowaną technologią i pierwszymi wynikami wskazującymi, że może ona dostarczać informacji niedostępnych w obecnie stosowanych badaniach. Teraz potrzebne są badania prowadzone w większych grupach pacjentów oraz przejście pełnej ścieżki regulacyjnej właściwej dla wyrobów medycznych.
Chcemy przy tym podkreślić, że nasza metoda nie ma zastąpić OCT, badania pola widzenia, badań elektrofizjologicznych ani klasycznego rezonansu magnetycznego. Jej rolą jest uzupełnienie obecnej diagnostyki o informacje dotyczące mikrostruktury nerwu wzrokowego – zwłaszcza w sytuacjach, gdy dotychczasowe badania nie pozwalają jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie o stopień uszkodzenia lub pomagają podjąć trudną decyzję terapeutyczną.
PAP: Jakie są obecnie największe ograniczenia rozwiązania i jakie etapy rozwoju pozostają jeszcze do przejścia przed wdrożeniem klinicznym?
Ł.Ł.: Jesteśmy na etapie, który w medycynie określa się jako proof of concept – wiemy już, że pomysł działa. Do rutynowego zastosowania w praktyce klinicznej droga jest jednak jeszcze długa.
Ł.L.: Najważniejszym krokiem jest walidacja na dużych, dobrze scharakteryzowanych grupach pacjentów. Nie chodzi wyłącznie o zwiększenie liczby badanych osób, ale o porównanie wyników naszej metody z pełnym zestawem badań stosowanych dziś w diagnostyce chorób nerwu wzrokowego – oceną okulistyczną, tomografią OCT, badaniem pola widzenia, klasycznym rezonansem magnetycznym oraz badaniami elektrofizjologicznymi. Dopiero takie zestawienie pokaże, czy opracowany przez nas wskaźnik wnosi nową, klinicznie użyteczną informację.
Równolegle musimy określić wartości referencyjne dla zdrowej populacji, sprawdzić powtarzalność wyników, czułość i swoistość metody oraz doprowadzić do jej standaryzacji, tak aby dawała porównywalne wyniki na różnych skanerach i w różnych ośrodkach. Ponieważ mówimy o oprogramowaniu medycznym, konieczne będzie także przejście pełnej ścieżki regulacyjnej i uzyskanie certyfikacji.
Ł.Ł.: Nawiązaliśmy współpracę ze Stanford Medicine i planujemy wspólną analizę danych z UK Biobank – jednej z największych biomedycznych baz danych na świecie. Dostęp do niej uzyskaliśmy dzięki protokołowi badawczemu Stanford. Aby zrealizować ten projekt, potrzebny jest jednak wyjazd do USA, na który obecnie poszukujemy finansowania.
To zresztą szerszy problem. Równolegle staramy się o środki na wieloośrodkowe badanie kliniczne w Polsce. Mimo współpracy z jednym z najlepszych ośrodków medycznych na świecie, patentu przyznanego w USA i obiecujących wyników badań, zdobycie finansowania wciąż pozostaje ogromnym wyzwaniem. To pokazuje, jak trudna jest droga od odkrycia naukowego do wdrożenia technologii w praktyce klinicznej.
Nie zwalniamy jednak tempa. Wschodni Ośrodek Transferu Technologii Uniwersytetu w Białymstoku wspiera proces komercjalizacji naszego rozwiązania. Prezentowaliśmy projekt podczas MEDmeetsTECH, przygotowujemy się do udziału w HLTH Europe w Amsterdamie i prowadzimy rozmowy z firmami zainteresowanymi dalszym rozwojem technologii. Wiemy jednak, że komercjalizacja innowacji medycznych jest procesem wymagającym czasu, cierpliwości i konsekwencji.
PAP: Czy zainteresowanie ze strony Stanford Medicine otwiera drogę do wspólnych projektów badawczych lub międzynarodowych badań klinicznych?
Ł.Ł.: Odpowiedź najlepiej pokazują liczby. Do tej pory przygotowaliśmy cztery wspólne wnioski grantowe, z których każdy wymagał setek godzin pracy zespołów po obu stronach Atlantyku. Wcześniej dwa kolejne projekty – składane do Fundacji na rzecz Nauki Polskiej i NCBR – zakończyły się na ostatnim etapie oceny. Najbliżej sukcesu byliśmy w konkursie Marie Skłodowska-Curie Actions Komisji Europejskiej – zabrakło nam zaledwie pół punktu procentowego. Innym razem niemal 200-stronicowy projekt realizowany wspólnie z partnerami z dwóch krajów, w tym z Wydziałem Fizyki Indiana University Indianapolis, odpadł z przyczyn formalnych jeszcze przed oceną merytoryczną.
To pokazuje, że współpraca ze Stanford Medicine nie jest jednorazowym kontaktem, ale realnym partnerstwem naukowym. Obecnie przygotowujemy kolejny wniosek do Narodowego Centrum Nauki, poświęcony badaniom podstawowym nad biofizycznymi mechanizmami stojącymi za zjawiskami wykrywanymi przez nasz algorytm. Równolegle Stanford złożył własny projekt w ramach programu finansowania współpracy międzynarodowej.
Obie strony inwestują swój czas, wiedzę i zasoby, mimo że zdobycie finansowania pozostaje bardzo trudne. Ta historia pokazuje, że naukowo i partnersko jesteśmy w bardzo dobrym miejscu. Mamy zaufanie, wspólny cel i ambitne plany badawcze. Jednak otwarte drzwi to nie to samo co możliwość przejścia przez nie. O tym, czy uda się w pełni wykorzystać potencjał tej współpracy i przełożyć ją na międzynarodowe badania kliniczne, zdecyduje przede wszystkim dostęp do odpowiedniego finansowania.
PAP: Jakie znaczenie dla zespołu i dalszego rozwoju technologii ma uzyskanie patentu przyznanego przez Urząd Patentów i Znaków Towarowych Stanów Zjednoczonych?
Ł.Ł.: Amerykański urząd patentowy należy do najbardziej wymagających na świecie. Przyznanie patentu oznacza, że niezależni eksperci potwierdzili, iż nasze rozwiązanie jest nowe, nieoczywiste i spełnia najwyższe kryteria ochrony własności intelektualnej.
Dla nas ma to kilka wymiarów. Po pierwsze, chroni technologię na największym rynku technologii medycznych. Po drugie, otwiera drogę do licencjonowania i komercjalizacji. Wreszcie, w rozmowach z partnerami i potencjalnymi inwestorami stanowi mocny argument potwierdzający wartość opracowanego rozwiązania.
Oczywiście chcielibyśmy, aby polskie innowacje nie potrzebowały zagranicznego potwierdzenia swojej wartości. Rzeczywistość bywa jednak pragmatyczna – mówi się, że w Europie najlepiej sprzedaje się to, co wcześniej kupiła Ameryka. My niczego jeszcze nie sprzedaliśmy, ale patent – na wszelki wypadek – już mamy.
Rozmawiała Anna Mikołajczyk-Kłębek (PAP) Czytaj dalej →

RPO Marcin Wiącek spotkał się z przedstawicielami Polskiego Forum Osób z Niepełnosprawnościami

17 lipca 2026 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich odbyło się spotkanie Marcina Wiącka z przedstawicielami zarządu Polskiego Forum Osób z Niepełnosprawnościami (PFON). Forum reprezentowali: przewodniczący Krzysztof Kurowski, sekretarz Tomasz Przybysz-Przybyszewski i Bartosz Tarnowski.
Spotkanie miało charakter kurtuazyjny i było okazją do podsumowania wieloletniej współpracy Biura RPO i PFON. Przedstawiciele Forum podziękowali Rzecznikowi za zaangażowanie na rzecz praw osób z niepełnosprawnościami oraz za stałą, systemową współpracę służącą wdrażaniu postanowień Konwencji ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami. Współpraca obejmuje m.in. wspólne działania rzecznicze, organizację wydarzeń i konferencji oraz aktywne wsparcie Kongresów Osób z Niepełnosprawnościami.
Rozmówcy podkreślili znaczenie partnerstwa między BRPO i PFON dla wzmacniania ochrony praw osób z niepełnosprawnościami oraz budowania społecznej świadomości w tym zakresie. Wskazano również na liczne inicjatywy podejmowane wspólnie przez obie instytucje na przestrzeni ostatnich lat.
Polskie Forum Osób z Niepełnosprawnościami w 2021 r. zostało wyróżnione Nagrodą RPO im. Pawła Włodkowica. Ponadto w 2026 r. Odznaką Honorową za Zasługi dla Ochrony Praw Człowieka została pośmiertnie uhonorowana wieloletnia działaczka związana z PFON śp. dr Anna Drabarz. Czytaj dalej →

Ogłoszono kalendarz World Para Athletics Grand Prix 2027

Światowa federacja lekkoatletyki paraolimpijskiej ogłosiła kalendarz cyklu World Para Athletics Grand Prix na 2027 rok. Sezon obejmie osiem mityngów rozgrywanych na czterech kontynentach i będzie jednym z najważniejszych etapów przygotowań do mistrzostw świata, które odbędą się w Taszkencie.
Rywalizacja rozpocznie się pod koniec stycznia w Dubaju i potrwa do początku września, kiedy zaplanowano finałowe zawody w czeskim Ołomuńcu. Organizatorzy podkreślają, że cykl ma zapewnić zawodniczkom i zawodnikom możliwość zdobywania międzynarodowego doświadczenia oraz uzyskiwania minimów kwalifikacyjnych przed czempionatem globu.
Inauguracyjny mityng ponownie odbędzie się w Dubaju, który w 2019 roku gościł mistrzostwa świata World Para Athletics. Następnie sportowcy przeniosą się do Nowego Delhi – gospodarza mistrzostw świata z 2025 roku.
Kolejnym przystankiem będzie kolumbijskie Cali. Zawody te utrzymały miejsce w kalendarzu trzeci rok z rzędu, co potwierdza rosnącą rolę Ameryki Południowej w międzynarodowej lekkoatletyce paraolimpijskiej.
Na przełomie marca i kwietnia cykl zawita do Tunezji. Tunis od lat należy do najbardziej rozpoznawalnych afrykańskich gospodarzy Grand Prix. Po nim odbędą się zawody we włoskim Grosseto, które wracają do kalendarza po raz pierwszy od 2019 roku. Miasto organizowało już mityngi Grand Prix w 2016 roku, kiedy było również gospodarzem mistrzostw Europy.
W dalszej części sezonu zaplanowano zawody w Rabacie i meksykańskiej Tlaxcali. Oba ośrodki zadebiutowały w cyklu w 2026 roku i już rok później ponownie znalazły się w harmonogramie.
Ostatnim akcentem sezonu będzie Women’s Grand Prix w Ołomuńcu. Będzie to trzecia edycja kobiecego mityngu World Para Athletics, który odbędzie się na przełomie sierpnia i września.
Kalendarz World Para Athletics Grand Prix 2027 przedstawia się następująco: Dubaj (2–5 lutego), Nowe Delhi (15–17 marca), Cali (25–28 marca), Tunis (2–4 kwietnia), Grosseto (16–18 kwietnia), Rabat (22–24 kwietnia), Tlaxcala (4–7 maja) oraz Ołomuniec (2–4 września 2027 roku). Czytaj dalej →

Okulary przeciwsłoneczne dla dzieci: na co warto zwrócić uwagę?

Letnie dni sprzyjają zabawie i aktywności na świeżym powietrzu. Choć rodzice coraz częściej pamiętają o kremach z filtrem i nakryciach głowy dla swoich pociech, ochrona oczu dzieci przed światłem słonecznym nadal bywa pomijana. Tymczasem to właśnie najmłodsi są bardziej narażeni na uszkodzenia wzroku spowodowane promieniowaniem UV, ponieważ struktury ich oka nie są jeszcze w pełni rozwinięte i przepuszczają więcej promieniowania UV do wnętrza gałki ocznej.
Dlatego odpowiednio dobrane okulary przeciwsłoneczne powinny być stałym elementem letniej profilaktyki zdrowotnej dzieci. Na jakie parametry warto zwrócić uwagę podczas ich wyboru? Czytaj dalej →

Zbadano, jak zmienia się mózg osób niewidomych od urodzenia

Jak rozwija się mózg osoby, która nigdy nie widziała? Korzystając z nowoczesnych technik obrazowania polsko-niemiecki zespół zweryfikował mechanizmy, odpowiadające za reorganizację i zmiany strukturalne kory wzrokowej osób niewidomych od urodzenia.
Wyniki badania opublikowano w czasopiśmie „Science Advances”.
Rozwój ludzkiego mózgu jest jednym z najbardziej złożonych procesów biologicznych. Zmiany, które pomagają zoptymalizować jego funkcjonowanie, zachodzą już w pierwszych latach życia. W pierwszym roku powierzchnia kory mózgowej zwiększa się o około trzy czwarte, a jej grubość wzrasta o mniej więcej jedną trzecią.
Na początku rozwoju mózg tworzy znacznie więcej połączeń między neuronami, niż ostatecznie potrzebuje. W ciągu życia często używane połączenia ulegają wzmocnieniu, podczas gdy inne są eliminowane w procesie zwanym przycinaniem synaptycznym (pruning).
Równocześnie w całym mózgu postępuje inny proces – mielinizacja. Polega on na otaczaniu włókien nerwowych tłuszczową osłonką, która działa podobnie jak izolacja przewodów elektrycznych, przyspieszając przekazywanie sygnałów. Ta „izolacja” rozwija się odmiennie w zależności od potrzeb poszczególnych obszarów mózgu. Neurony w korach sensorycznych, takich jak kora wzrokowa i słuchowa, są silnie zmielinizowane, podczas gdy neurony płata czołowego, odpowiedzialne za wyższe funkcje poznawcze, zawierają mniej mieliny.
– Wiemy już z badań na zwierzętach, że doświadczenia zmysłowe mają ogromny wpływ na te procesy rozwojowe. Jednak dokładne mechanizmy tego wpływu wciąż pozostają przedmiotem badań. Osoby niewidome od urodzenia są w tym kontekście szczególnie ważne, ponieważ ich mózgi rozwijają się bez bodźców wzrokowych. Dzięki temu można w wyjątkowo precyzyjny sposób badać wpływ doświadczeń zmysłowych na rozwój mózgu – wyjaśnia główna autorka pracy, dr Anna-Lena Stroh z Instytutu Maxa Plancka ds. Nauk Poznawczych i Mózgu Człowieka w Lipsku.
Od wielu lat naukowcy obserwują, że kora wzrokowa osób niewidomych od urodzenia wydaje się grubsza niż u osób widzących. Dominującym wyjaśnieniem było założenie, że ślepota zaburza proces przycinania synaptycznego, przez co w korze wzrokowej pozostaje nadmiar połączeń neuronalnych. Aby bezpośrednio zweryfikować tę hipotezę, badacze z Polski połączyli siły z zespołem w Lipsku, światowymi liderami z zakresu histologii in vivo, zaawansowanej technologii obrazowania pozwalającą niezwykle szczegółowo badać tkankę mózgową. Na badania neuroobrazowania w Lipsku przyjechały 24 osoby niewidome od urodzenia oraz 24 osoby widzące, dobrane pod względem wieku i płci.
– Dzięki danym o wysokiej rozdzielczości (…) mogliśmy mapować mikrostrukturę tkanki z dokładnością poniżej jednego milimetra, wykazując kilka istotnych prawidłowości. Podobnie jak w poprzednich badaniach zaobserwowaliśmy, że kora wzrokowa osób niewidomych wydaje się grubsza. Co ważne, odkryliśmy, że była ona słabiej zmielinizowana, co pomaga wyjaśnić jej pozorne pogrubienie. Nie znaleźliśmy natomiast jednoznacznych dowodów na zmieniony przebieg przycinania synaptycznego, choć być może proces ten nadal odgrywa pewną rolę. Nasze wyniki wskazują jednak, że to właśnie zmniejszona mielinizacja jest głównym czynnikiem odpowiedzialnym za różnice strukturalne obserwowane u osób niewidomych – podkreśla prof. Nikolaus Weiskopf, dyrektor Wydziału Neurofizyki w Instytucie Maxa Plancka.
– Mniejsza ilość mieliny może wpływać na sposób, w jaki w obrazach MRI widoczna jest granica między istotą szarą a białą. To sprawia, że kora mózgowa może wydawać się grubsza w pomiarach MRI – dodaje dr Anna-Lena Stroh.
Dodatkowe analizy wykazały, że różnice te obejmują również istotę białą, odpowiedzialną za przekazywanie informacji między różnymi częściami kory wzrokowej. Jednocześnie badacze nie zaobserwowali podobnych różnic w rejonach związanych ze słuchem lub dotykiem. Sugeruje to, że opisane zmiany dotyczące mielinizacji i przycinania synaptycznego są bezpośrednio związane z brakiem doświadczeń wzrokowych.
Naukowcy podkreślają, że u niewidomych kora wzrokowa nie pozostaje bezczynna, lecz uczestniczy w zadaniach związanych z przetwarzaniem języka, pamięcią roboczą czy kontrolą poznawczą. Z wcześniejszych badań wiadomo, że u osób widzących obszary mózgu odpowiedzialne za te funkcje mają niższy poziom mielinizacji.
– Różnice, które obserwujemy u niewidomych, są więc całkowicie zgodne z funkcjami, jakie pełni ta kora w ich mózgach. Kora wzrokowa osób niewidomych nie jest uszkodzona. Jest w pełni sprawna. Po prostu zajmuje się czymś innym niż u osób widzących – zauważa prof. Marcin Szwed, kierownik zespołu badawczego na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Przez dziesięciolecia znaczna część wiedzy naukowej o ślepocie i mózgu pochodziła z badań na zwierzętach, w tym z eksperymentów, podczas których oślepiano makaki.
– Uznaję wkład, jaki badania na małpach wniosły do nauki w przeszłości. Osobiście uważam jednak, że dziś sama potrzeba wiedzy nie usprawiedliwia prowadzenia badań na naczelnych wyłącznie w celu zdobywania wiedzy podstawowej. W naszej pracy pokazujemy, że możemy zaglądać bezpośrednio do żywego ludzkiego mózgu z niezwykłą precyzją i zadawać pytania, na które odpowiedzi kiedyś były dostępne wyłącznie dzięki inwazyjnym eksperymentom na zwierzętach. Lubię myśleć o tym badaniu jako o drodze naprzód – niewyrządzającej krzywdy ani ludziom, ani zwierzętom – podsumowuje prof. Marcin Szwed. Czytaj dalej →